Tagi

Pisząc o kuchennej rewolucji, wcale nie mam na myśli przemian jakich dokonuje p. Gessler. Mam natomiast na myśli bardzo prozaiczną sprawę. Prozaiczną, a zarazem oburzającą. 

Jak na mamuśkę zerówkowiczki, przyszedł na mnie czas odebrania pociechy ze szkoły. Zatem maszeruję sobie pod oknami budynku szkolnego, od strony stołówki, i … no właśnie. Usłyszałam przerażający krzyk i bezpardonowe wywalenie dzieciaka z pomieszczenia. Byłam w szoku. Jak nieco ochłonęłam z wrażenia, weszłam do pomieszczenia i w bardzo asertywny sposób okazałam swoje oburzenie na zachowanie pracownika szkoły. Nawet nie zgadniecie linii obrony. Usłyszałam w tłumaczeniu, że „przecież nie przeklinałam”. Zastanawiające. Wyobraźcie sobie, co czuł dzieciak, tak około 4/5 klasa szkoły podstawowej, który w sposób chamski i wrzaskliwy dowiaduje się, że mógł zjeść obiad na długiej przerwie, i ma wyjść z sali. Całym przewinieniem tego dzieciaka było to, że był głodny w niewłaściwym czasie. W tym bowiem momencie owa pani myła podłogi. Pewnie teraz tylko papierosek i czekanie na koniec roboczego dnia. No, i co ważne, gary pomyte a niewydane posiłki spakowane. Dodam tylko, że dochodziła godzina 13.00

Teraz, poza kwestią etyczną i moralną, zastanawiam się, kto zwróci kasę dzieciakowi za obiad, który bądź co bądź został przez rodzica opłacony.

Jak to z tym będzie, to się okaże. Ciśnie mnie, żeby interweniować w tej sprawie u dyrekcji, oczekując przeprosin i zwrotu kasy przez kuchenkową za niewydany z własnej winy obiad.

Pewnie znajdą się osoby, które staną po stronie porządku i terminów wydawania posiłków. Pewnie i mają rację. Tyle, że z tym dzieciakiem nikt nie rozmawiał jak z człowiekiem. Odgórnie został potraktowany jak intruz, i bezczelnie wyrzucony ze stołówki.

Mogę zrozumieć wiele, ale chamstwa wobec słabszych, to już nie. Sorry.

 

 

 

 

 

Reklamy