Tagi

, , , , , , , ,

W ostatnim czasie dużo mówi się o nauczaniu tych bardzo małych jak i nieco starszych dzieci i młodzieży i ich niskim poziomie zaliczania różnych egzaminów, których na różnych etapach edukacji tylko przybywa. Chciałabym jednak poruszyć nie mniej, a może i bardziej istotną kwestię, nie tyle dotyczącą samego programu nauczania, poziomu uzyskiwanych wyników, trudności szkolnych, czy sposobu przekazywania wiedzy, co sposobu traktowania dzieci i młodzieży w murach szkolnych.

Podmiotowość w relacjach nauczyciel – uczeń, partnerstwo na ile pozwala gotowość młodego człowieka, to dla mnie podłoże współpracy z moimi podopiecznymi. Jak to wygląda u innych, przekonałam się ostatnio, będąc zarówno studentem, jak i rodzicem ucznia klasy licealnej. Muszę przyznać, że moje spostrzeżenia i wnioski nie napawają optymizmem. I choć na szczęście ci pseudonauczyciele stanowią zdecydowaną mniejszość, żeby nie powiedzieć o ich jednostkowości, to ich „siła rażenia” jest niestety na tyle mocna, że warto podjąć się poruszenia i nagłośnienia tego zagadnienia.

Jako osoba dorosła, ambitnie poszerzająca swoje kwalifikacje, niejednokrotnie musiałam wraz z pozostałymi studentami stykać się z metodami traktowania iście archaicznymi. Aż dziw bierze, że mamy XXI wiek, w którym to szumnie zajmujemy się nowymi technologiami przekazu wiedzy, pomijając kwestie budowania dobrych relacji nauczyciel – uczeń/ student. Może dlatego, że w teorii ten obszar jest już dobrze opisany. Zapewne. Jednak praktyka pokazuje, że ten obszar działania szkoły wymaga wsparcia i kontroli. Bo nie pomogą technologie, choćby nie wiem jak nowoczesne, kiedy duch otwartości, kreatywności i aktywności młodych i nieco starszych tłamsi arogancja i nadużywanie władzy przez samych pedagogów. I nie ma co zakrywać się stresem, przepracowaniem czy wypaleniem zawodowym. Traktowanie podopiecznych  z wyższością, publiczne zniesławianie czy ośmieszanie, pod przykrywką troski, z jednoczesnym dziwieniem się, że ci sami nie wykazują aktywności i pomysłowości podczas zajęć, uważam za mocne nadużycie. Aż ciśnie się by wymienić kilka nazwisk, czego oczywiście nie zrobię, a może powinnam.

Jako rodzic również spotkałam się z oporem nauczyciela, przed poważnym i partnerskim traktowaniem dorosłego już bądź co bądź człowieka. Zdumiałam się, kiedy na moją uwagę, aby nie wygłaszał swoich krytycznych monologów na forum całej klasy, lecz w rozmowie indywidualnej udzielał krytyki, nauczyciel oburzonym tonem poinformował mnie, że tak to na pewno nie będzie. Nauczyciel z wieloletnim doświadczeniem nie potrafił podejść z szacunkiem do młodego człowieka, jednocześnie jasno i wyraźnie dał mi do zrozumienia, że sam  oczekuje szacunku.

Wymaga się od młodzieży odpowiedzialności, kreatywności, samodzielności, jednocześnie tłamsząc ich odmienne poglądy, inną interpretację rzeczywistości, czy umiejętność jasnego wyrażania siebie i własnych racji,  poprzez pełne władzy  nauczycielskiej niewypowiedziane albo i nawet o zgrozo, wypowiedziane: „wiem lepiej” albo „co ty wiesz smarkaczu”.  Brak dobrze rozumianej asertywności w relacjach i poważnego traktowania młodego człowieka to dobra droga do budowania  pseudoposłuszeństwa, podszytego strachem, w którym ni jak nie możemy mówić o jakimkolwiek szacunku. Aż się prosi o przeprowadzenie prostej ankiety wśród uczniów i studentów i zapytanie ich, dlaczego chociażby mówią nauczycielom zwykłe „dzień dobry”. Wielu z nich wspomni o formie grzecznościowej, o szacunku, ale jaki procent wskaże obawę i strach przed konsekwencjami nie powiedzenia tego „dzień dobry”?

Aby nauczyć małe dziecko samodzielności, czy nowych umiejętności,  należy dawać im „dorosłe” zadania do wykonania, na miarę ich możliwości i zrozumienia oczywiście. Liczymy się z tym, że popełni błędy. Jednak jako rasowi pedagodzy omawiamy wspólnie źródło niepowodzenia, i pozwalamy ponownie podjąć wyzwanie opanowania nowej umiejętności, która nie tylko może być związana z określoną czynnością, ale również umiejętnością z obszaru budowania charakteru. Uważam, że zasada ta obowiązuje na każdym etapie edukacji, jak i poza nią. Tak też postępują nauczyciele, którzy nie muszą wymagać szacunku, bo go w sposób naturalny i „przy okazji” budują i wzmacniają w swoich podopiecznych. Dla nich właśnie stają się autorytetem i wzorem na resztę życia. Takim nauczycielom i pedagogom, pochylającym się nad uczniem, bez poczucia ujmy na honorze, szanującym tych, co się potykają na drodze do wiedzy i umiejętności, składam najserdeczniejsze życzenia. To Wy będziecie w pamięci pielęgnowani i z tkliwością wspominani.

Ps. Gdyby przyszedł komuś do głowy argument mówiący o konieczności trzymania w ryzach „trudnej” młodzieży, to niech z łaski swojej sięgnie do źródła tej trudności, a tam w zdecydowanej większości znajdzie poniżenie, zaniedbanie przez dorosłych, brak autorytetu i sukcesów. Czyli, kłania się praca od podstaw, którą chciał czy nie chciał trzeba wykonać.

Reklamy