Tagi

, , , , , , ,

W ostatnim czasie zastanawiałam się nad znaczeniem pojęcia jakim jest „nadopiekuńczość” niekiedy określana mianem „przedobrzanie”. I jak bym sobie tego nie wyjaśniała, to zawsze wychodzi mi na jedno – nie oznacza ono nic dobrego.

nadopiekuńczosć, rodzica miłość, serce,

Zdarzają się rodzice, którzy przejawiają taką potrzebę nadopieki, sprawując pieczę nad swoimi pociechami. Są i tacy, którzy tak solidnie zapętlili się na rzecz tych w ich mniemaniu „wiecznie nieporadnych” potomków, że aż zapomnieli czym jest życie dla siebie samego, i co ważniejsze, nie zauważają że te ich pociechy rosną i choćby próbują działać po swojemu.

Ciekawa jestem co na to ci, którym tyle uwagi, czasu i energii poświęcają ich najbliżsi. Jak oni widzą tą nadgorliwość? Jak w miarę nabywania samoświadomości, i okruchów doświadczeń postrzegają to coś na zasadzie „wiem lepiej”, bądź „zrobię lepiej, zostaw”. Słyszała też tekst typu „odpocznij sobie, ja za ciebie …” Pewnie przez jakiś czas i jest to wygodne dla młodego człowieka, dopóki nie pojawi się w nim potrzeba samostanowienia i odmienności poglądów czy sposobów realizacji.

Zapewne młodzi dorastający mają wówczas dużo czasu na własne zainteresowania, jeśli takowe mają, czy naukę, jeśli mają w sobie taką wewnętrzną motywację do nauki. W tym wszystkim jednak brak jest ważnego elementu życia, jakim jest nabywanie praktycznych umiejętności i samodzielności w tych obszarach, które nie są elementami szkolnego nauczania, ani zainteresowań własnych. Zatem wielka dziura powstaje w istotnym dla każdego człowieka elemencie – nabywaniu umiejętności radzenia sobie w czynnościach życia codziennego, a co z tym powiązane, sytuacjach trudnych.

Już małe dziecko wyrywa się do podejmowania czynności, wierząc w swoje siły. Tyle, że kiedy zamiast wsparcia i zachęty w opanowaniu techniki chociażby mycia talerzy czy odkurzania pokoju, słyszy słowa zniechęcające, a zarazem umniejszające jego możliwościom, no to skutki takich działań bądź co bądź obracają się przeciwko nam, dorosłym. Wyrastają z pełnych werwy malców nastolatkowie, którym na myśl nie przyjdzie wyjście z inicjatywą pomocy rodzicom. Bo przecież rodzic sobie poradzi.

Dobrze jest zatem pozwalać naszym pociechom wzrastać w obowiązki życia codziennego, nabywać doświadczenie pod naszym, cierpliwym i wyrozumiałym okiem. Kiedy moja pociecha mnie o coś pyta, bądź wyrywa się do pomagania w obowiązkach domowych, a ja przekładam wiedzę dorosłą na możliwości dziecięcego pojmowania, to zawsze później słyszę „mamo, jaka ty jesteś mądra”. To miłe, nawet bardzo, ale dla mnie najcenniejszym jest, że ten mały człowiek nabył choćby znikomej wiedzy lub zdolności do wykonania w niedalekiej przyszłości czegoś, co przed chwilą było odległym kosmosem.

Bo przecież o to w tym wszystkim naprawdę chodzi. O to, by pozwolić dzieciom na stawanie się samodzielnym i odpowiedzialnym dorosłym człowiekiem, którego nie przerażają trudności, czy porażki, których codzienność niekiedy niesie bardzo wiele. Który wie, że sukces mierzy się ilością prób i błędów, po których zawsze warto znów podejmować trud.

No tak, ale przecież są dzieci, które nigdy nie staną się w pełni samodzielne, które potrzebują opiekunów 24 godziny na dobę. Przy nich przecież nie można przedobrzyć. Czy tak jest w istocie, napiszę kolejnym razem.

Reklamy