Tagi

, , , , , , , , , ,

Mamy za sobą pierwszy semestr nauki szkolnej, dzieci klas pierwszych szkół podstawowych, choć oczywiście nie tylko. Tej grupie jednak chcę poświecić kilka słów. Jest wśród nich gro uczniów, którzy stali się pierwszakami niejednokrotnie zbyt wcześnie. Całe to zamieszanie związane z koniecznością zapisywania dzieci do szkół, i dezorientacja rodziców nie wyszła na dobre wielu dzieciom.Pracownia edukacyjna

Nie ma co przymykać oczu na fakt, że są wśród nich dzieci które do szkoły w przyspieszonym tempie pójść nie powinny, chociażby mając na uwadze  ich indywidualne tempo rozwoju. No cóż. Stało się. Czas szkolnej zerówki mógł jeszcze nie powodować stresu i nie budził niepokoju. Inaczej jest jednak, kiedy rozpoczyna się nauka w klasie pierwszej. I jakby nie nazwał tego, to w tym okresie ujawniają się braki wynikające z obszarów rozwojowych dziecka. Nie wszystkie dzieci nadążają za tokiem myślenia nauczyciela. Gubią po drodze swoja dziecięcą kreatywność i cudowne plany pierwszoklasisty. Już teraz uczą się realizowania pomysłów „pod oczekiwania”, bo na własną inwencję nie ma czasu. Nieco inaczej sobie to wszystko wyobrażały. Czyli mają za sobą swoje pierwsze całkiem poważne rozczarowanie.

Jest to doświadczenie wielu dzieci, które przekroczyły próg szkolny zbyt wcześnie. Nie ma co dywagować, dlaczego tak się stało. Wierzę, że każdy z rodziców miał dobre intencje. Nie zawsze jednak przełożyły się na rzeczywistość. Również pęd życia i obowiązków sprawił, że nie mogli swojemu pierwszakowi poświęcić tyle czasu, ile było konieczne.  Nie ma co teraz rozpaczać nad rozlanym mlekiem. Ważne, żeby następne decyzje były ukierunkowane na to, jak wesprzeć ucznia.

Bo jeśli na tym etapie nie otrzyma on należytego wsparcia ze strony szkoły czy rodzica, a w razie potrzeby i specjalisty, to narastające braki w wiedzy i umiejętnościach będą tylko narastać, rodząc w dziecku frustrację i niechęć do szkoły.

Szkoda tych wszystkich dzieciaków i ich rodziców, którym w kampaniach medialnych obiecywano dostosowanie szkół do potrzeb dziecka, przystosowanie programów edukacyjnych. Po roku widzimy już  inne głosy. Sami rodzice wyrażają swoje rozczarowanie, i poczucie, że zostali oszukani. Dyrektorzy szkół również nie pozostają cicho, jak by wielu chciało. To ludzie, których w zeszłym roku nikt nie słuchał, i nie nagłaśniał ich opinii.

W tym momencie Rodzicowi nie  pozostaje nic innego, jak przestać żyć nadzieją, że jakoś to będzie, i dla dobra swojej pociechy, zorganizować jej stosowną do potrzeb pomoc.

Jestem rodzicem maluszka, któremu się  ”upiekło”, i nie zostanie przymuszone do przedwczesnej edukacji szkolnej. Ktoś tam poszedł po rozum do głowy i odroczył obowiązek szkolny. Cóż. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że więcej będzie takich sprzyjających dzieciom decyzji, byle nie po czasie.

Reklamy