Tagi

, ,

Zapewne niejeden z nas rozpoczynał Nowy Rok z silnymi postanowieniami. Mogły one dotyczyć wszystkiego co nam przyszło do głowy. Bo czemu znowu nie miałoby i tak być. Nowy Rok, nowa i czysta karta do zapisania wreszcie naszą czcionką. Ach jak super!

Co życie niesie, widzimy pod koniec roku, który miał przynieść tyle zmian, i w który tak dziarnie i w podskokach wchodziliśmy. No i tu bywa różnie. Niejednokrotnie kończymy rok z postanowieniem silnym, o którym jesteśmy przekonani, z motywacją do jego realizacji sięgającą gwiazd. Pierwsze tygodnie roku następnego mocno jednak weryfikują naszą determinację. Powód?

Kiedy tak zastanawiam się nad tym, dlaczego tak się dzieje, to przychodzi mi na myśl jeden powód. Taki główny i najważniejszy.

Fakt, że wielokrotnie realizacja postanowienia wywraca naszą codzienność do góry nogami wcale nie jest taki znowu zły. My jednak oczekujemy szybkich efektów i gdy tylko ich nie dostrzegamy, to zaczyna uchodzić z nas zapał. Nic nie przychodzi lekko, wie o tym ten, kto osiągnął z dumą swoje zamierzenie.

No dobrze, ale co oznacza to że nie jest „lekko”. Zapewne nic innego jak to, że wymaga  samozaparcia, rezygnacji z rzeczy które w drodze do sukcesu przeszkadzają choć wydają się i one ciekawe. Takiego nie rozdrabniania się na na rzeczy mniejsze rangi.

Takim nie tylko pewnie moim sposobem na osiągnięcie swego celu jest metoda małych kroczków. Metoda znana, aczkolwiek pomijana. Dlaczego, to na końcu powiem. Dzielę ów wielki cel na kilka mniejszych i przypisuję im określony czas realizacji. Jest wówczas bardziej realne dostrzeżenie drobnych sukcesów, które składają się na ów wielki cel, i tym samym zachowanie motywacji i zapału na to by „chcieć więcej”.

Niedowiarki zapewniam, że to działa.

No to dlaczego tak nieliczne jednostki tego się trzymają? Ponieważ wymaga niegasnącego zaangażowania i zapału realizowanego w dłuższym czasie. Bo skoro coś sobie postanawiamy, to najczęściej jest to coś mocnego, ważnego i nie takie tam hop. A cierpliwości z pokolenia na pokolenie coraz mniej. Bo Fajnie by było tak szybko, już i bez większego trudu. Przecież w telewizji tak to wygląda. Artyści cudni, piękni i szczęśliwi. Bo sportowcy takie sukcesy mają, no to czemu nie ja. Bo ci co to u Roberta Janowskiego wygrywają to też tak jakoś lekko im idzie. Super. Tylko czy zatrzymaliśmy się przez chwilę i zastanowiliśmy, jak wygląda codzienność ich wszystkich i wielu nie wymienionych innych? No właśnie.

I tutaj mój apel do wszystkich tych, którzy mają dzieci pod swoją pieczą. Warto już od najmłodszych lat wdrażać je w konsekwentne dążenie do osiągnięcia swojego celu. Skoro domek z klocków nie wyszedł, to czemu nie popracować nad nim dłużej, zamiast podsuwania nowego pomysłu na zabawę. To na prawdę ważne. Wdrażajmy dzieci w osiąganie krótszych zamierzeń, a z czasem poradzą sobie z tymi bardziej wymagającymi, co zaowocuje fantastycznie w ich przyszłości.

Rok, który minął był dla mnie pełen wyzwań, które niejednokrotnie wymagały mocnej mobilizacji. I to nie tylko mojej, ale również moich Bliskich – za co im bardzo dziękuję! I tu jest jeszcze jedno ogniwo sukcesu naszego noworocznego postanowienia – ludzie, którzy nam sprzyjają. Warto ich mieć szczególnie wtedy, kiedy zaczynamy słabnąć w swoim zapale.

Tylko nie pytajcie, czy było warto aż tak …  odpowiedź dla mnie jest oczywista – BYŁO I JEST ZAWSZE WARTO DREPTAĆ W SWOJA STRONĘ SEŁNIENIA.

Tego wszystkim w tym Nowym Roku 2012 życzę.

Reklamy