Tagi

, , , , , ,

          Los dzieci porusza niemal każdego. Pochylamy sią nad ich problemami zdrowotnymi i rozwojowymi. Próbujemy zrozumieć trud dzieci które utraciły chociażby jedno z rodziców, a  w najgorszym wypadku oboje z nich.  Jak musi być ciężko dorastać bez nadziei spotkania tych najbliższych,  wiedzą tylko one.Współczesny wymiar sieroctwa nabrał nieco innego znaczenia, tak jak inne są powody wpływające na fakt, że rodzice coraz mniej czasu poświęcają swoim dzieciom, bądź też fizycznie są dla nich nieobecni. Wieczny brak czasu, zagonienie, i pozorna obecność pozornie angażujących się i pozornie słuchających rodziców. Powstają tym samym także pozorne rodzinne zażyłości.  

Dzieci, które niby mają rodziców, w mniejszym bądź większym stopniu doświadczają ich braku. I nie mam na myśli rodziców zaniedbujących swoje pociechy. Wręcz przeciwnie. Niejednokrotnie są to Ci rodzice, którzy w ten sposób poświęcają się dla dobra swoich najbliższych. Mają dobre intencje. Jakże bolesne może być i takie dzieciństwo z rodzicami, którzy są niejako „na niby”. W wiecznym biegu, gdzieś na boku, niedaleko, a jednak nieuchwytni, mało obecni, tak mało „tu i teraz”. Przyczyn tego stanu jest wiele, nie mnie to oceniać, skutek jednakże podobny – osamotnienie dziecka. Niejednokrotnie otrzymuje ono dobra doczesne, będąc jednocześnie ograbianym ze wspólnego przeżywania, doświadczania, śmiechu i łez.

Warto zatem zastanowić się mocno, jak można zmniejszyć ów dystans, ów brak, mając na uwadze fakt, że rodzica, jego zainteresowania, miłości, wsparcia nic ani nikt nigdy nie zastąpi.  

Pokładam swoją nadzieję w tych wszystkich Ojcach i Matkach którzy pochylają sią nad losem dzieci mających „niby rodziców”, wspomogą je swoją uwagą, wysłuchają radości i smutków, otrą łzę bezradności, ale także i przypomną o tym co bezcenne i na prawdę ważne w życiu. I chwała im za to.

Reklamy