Tagi

, , , , ,

Spokoju nie daje mi artykuł w którym autor porusza kwestię malowanych paznokci i pierwszych makijaży u przedszkolaków, oczywiście płci żeńskiej. Twórca tegoż artykułu z niemałą satysfakcją drwi sobie z tych mam, które na ów proceder pozwalają. Myślę, że nawet dość mocno zapędził się w swojej wyobraźni, wspominając nawet o innych, bardziej skomplikowanych  zabiegach pielęgnacyjnych, czy też kosmetycznych, w które to jakoby miały wdrażać swoje dzieci współczesne, nadgorliwe mamy. Czyżby tak było? Aż strach pomyśleć, w jakich czasach przyszło nam żyć, i kreować przyszłość naszych pociech.

W tych wszystkich wywodach autor zapomniał jednak o pewnej kwestii charakteryzującej dziecko właśnie w wieku przedszkolnym, a mianowicie potrzebie naśladownictwa osób ważnych.  A  bezsprzecznie, takimi są dla dziecka jego rodzice. Z czasem to się będzie zmieniać, jednakże ten właśnie wiek tak ma i już. Chłopcy z zapartym tchem oglądają różne modele samochodów, bądź piłkę nożną bo to jest ważne dla jego taty, niejednokrotnie naśladuja jego zachowanie i gesty; natomiast dziewczynki podpatrują swoje mamy jak te wyczarowują w kuchni smakowitości, czy też angażują się w dbanie o swój wygląd.

Czy aż tak wielkim „przedobrzeniem” nadgorliwej mamy jest, gdy jej mała kobietka lubi mieć pomalowane paznokcie i krem pielęgnacyjny na twarzy? Zapewne świadczy to o jej estetyce, ale jeszcze bardziej o tym, że chce tak po prostu być jak jej mama, i nic więcej.  A kiedy weźmiemy pod uwagę rónież fakt, że z tą mamą, tak trudno uchwytną, spędza jeszcze świetnie  czas, to tylko się cieszyć. A może właśnie dzięki temu zwracaniu uwagi na wygląd, estetykę, naukę czystości i dbania o siebie nasze dzieci stają się bardziej wrażliwe na piękno, czystość i nie dają sobie wcisnąć że „to tylko mała plamka”. Tak na marginesie, kiedy spoglądam na wygląd Ferdynanda Kiepskiego zawsze ciekawi mnie jak mogło przebiegać jego dzieciństwo, i jakie wartości gościły w jego domu. Wnioski jednakże nasuwają się same.

A czy tatusiów nie napawa dumą fakt, gdy ich syn zna drużyni piłkarskie danej ligi, bądź z zapartym tchem opowiada szczegóły techniczne danej marki samochodu, bądź podpatrzy jak malec naśladuje jego gesty w rozmowie z kolegą. My dorośli badzo to lubimy, nie ma co zaprzeczać.

Nie wiem co na to Pan Autor, ale dzieci w tym wieku w zaciszu domowym robią jeszcze gorsze rzeczy. Aż boję się wspomnieć. Wiedzą o tym wszystkie uważne mamy, i nawet nie zawsze im to nawet pasuje. Przyznać się jednak muszą do tego, że ich córcie zakładają  na swoje małe stopy ich zupełnie nowiutkie buty na wysokim obcasie i paradują z dumną miną po mieszkaniu, wystrojone w mamine szale, kapelusze i pierścionki. Obowiązkowo należy także wspomnieć o szminkach do ust, nie zawsze nałożone precyzyjnie na ich ustach, i cieniach do powiek użytych niekoniecznie zgodnie z przeznaczeniem, a zastosowane już nie koniecznie za zgodą a tym bardziej, namową mamusi … wiem coś o tym, bo też byłam takim maluchem celebrującym bycie dorosłą. Myślę jednak, że te zachowania nie stanowią społecznego problemu, dopóki nie są przenoszone na inny grunt niż domowy.

Po lekturze wspomnianego artykułu baczniej przyglądam się mojemu przedszkolaczkowi, i zastanawiam, dlaczego bierze się sama za malowanie paznokci, bądź mnie o to prosi. Bo dlaczego robi to druga córka – gimnazjalistka, to wydaje się, nie jest już aż takie skomplikowane i oburzające z punktu widzenia niejednego obserwatora.

Po długich i rzeczowych przemyśleniach musiałam przyznać jednoznacznie, że powodem tegoż procederu jestem niechybnie ja. Już miałam bić się w piersi, ale coś mnie tknęło. Przecież niby dlaczego mam mieć jakiekolwiek poczucie winy, skoro córcia z tych naszych babskich zajęć czerpie zadowolenie, i co ważne spełnia swoją potrzebę często wyrażaną w słowach „ja chcę jak mama”.

Poczyniwszy powyższe rozważania uznałam, że nie ma co demonizować, i … kupiłam nowy lakier do paznokci. Małej na pewno się spodoba, bo przecież ma „kolol lózowy”.

          Czy można zatem w tym wszystkim się zapomnieć i przesadzić, przedobrzyć? Pewnie tak, jak ze wszystkim. I zapewne o tym tak między wierszami  chciał nam powiedzieć Pan Autor, w myśl idei, że wszystko ma swój czas i miejsce.

          Warto zatem o tym właśnie pamiętać i pozwolić dzieciom być dziećmi właśnie, bowiem ta wyczekiwana przez nie dorosłość przyjdzie niechybnie,

byle tylko w swoim czasie.

Pozdrawiam wszystkich świadomych swej roli Rodziców!

Ps. Wspomniany artykuł znajduje sie w piśmie Bliżej Przedszkola nr 11/2010 „Popcooltura w przedszkolu” B. Śliwerski

Reklamy